Blog o mojej fotografii…

Najnowsza

Piękna Wiktoria

Tę sesję musimy powtórzyć. Niestety, nie znalazłyśmy wczoraj wymarzonego pola słoneczników (ale nie poddajemy się i będziemy szukać dalej :)). Na dodatek urocza dziewczynka nam się zbuntowała i zwiała na plac zabaw. A łapanie jej w kadr wśród zgrai maluchów było już ponad moje siły. Na domiar złego zaczął padać deszcz i aparta musiał wylądować w plecaku… 

 

Wiktoria z mamą…

Pod pewnym drzewem…

Tym razem to Wiktor oswajał się z naurą, a dokładnie z pewnym rejowieckim drzewem… Kiedyś synkowi powiemy, że w tym samym miejscu siadał na kamieniach jego tatuś, jak był małym chłopcem. Póki co i tak najbardziej interesowały go suche patyki. :)

Ach ten mój łobuz…!!!

I na ścianę…

Krótki plenerek, kilka sympatycznych zdjęć, chwila w programie graficznym i obraz na ścianę gotowy. W antyramie będzie się prezentował baaardzo sympatycznie. Doskonały prezent. Babcie nie mogą się już doczekać… :)

Na pograniczu kiczu…

Fotografia krajobrazowa jest wbrew pozorom bardzo trudna. Choć wydawać by się mogło, że rzeczkę czy lasek „pstryknie” każdy. Problem w tym, że często to, co gołym okiem wydaje się piękne, w obiektywie robi się bardzo nijakie. I odwrotnie – szarzyzna nabiera nagle magii. Nigdy nie umiałam i pewnie dlatego nie za bardzo lubiłam fotografować natury.  By ją dobrze uchwycić  – trzeba się z nią zaprzyjaźnić. Ja nie miałam kiedy…

W poniedziałek postanowiłam jednak spróbować. Tym bardziej, że dostałam zlecenie – kilka ładnych obrazków polesko-nadbużańskich klimatów. Komary, mokre nogi, śliskie skarpy… A oto efekty trzygodzinnych poszukiwań ładnych ujęć.

Tak się bratałam z naturą…

Dziewczyny dwie

Z sentymentem sięgnęłam po kilka fotek z pleneru dość odległego. Pamiętam, jak prażyło słońce, rzucając na twarze dość paskudny cień i zmieniając oczy w małe szpary. A ja – w 8 miesiącu ciąży – próbowałam chwytać ciekawe ujęcia, mimo dość ograniczonych ruchów. Ale było miło. Dziewczyny też się starały…

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.